Chyba każdy z was słyszał, że gdyby wystarczająco długu grzebać wciągu przyczynowo skutkowym, można udowodnić iż trzepot skrzydeł motyla w Australii może wywołać huragan w USA. Pokazano to całkiem ciekawie w “Mieście zaginionych dzieci”, gdzie jedna łza potrafiła spowodować katastrofę (próbowałem znaleźć ten fragment na sieci, bez skutku), podobnie zresztą jak tytułowym Butterly Effect. W tym ostatnim główny bohater mając zdolność przenoszenia się w czasie do kluczowych momentów ze swojego dzieciństwa, próbuje naprawić swoje życie. Tyle że jedna drobna zmiana w przeszłości (np. powstrzymanie kolegów przed zrobieniem kawału) wywołuje kolosalne zmiany w teraźniejszości (chłopak wraca do teraźniejszości bez rąk a jego ukochana wybrała innego).
Chyba każdy z nas czuje że miał takie kluczowe momenty w życiu… Sam pamiętam (może to dlatego że Walentynki się zbliżają) jak gdzieś na początku studiów byłem zainteresowany (o ile wiem z wzajemnością) dwiema dziewczynami z tego samego towarzystwa. Na pewnej imprezie gdy wszyscy zaczęli tańczyć kumpel powiedział mi że to najlepszy czas się zdecydować… więc podszedłem do jednej z nich i zaczęliśmy tańczyć. Był to (mniej więcej) początek jednego ze szczęśliwszych okresów w moim życiu, zakończony jednym z najgorszych… ale to już inna historia. Kilka lat później dowiedziałem się iż druga z dziewczyn (z którą zresztą straciłem zupełnie kontakt) popełniła samobójstwo (oczywiście bez związku z powyższym) i właśnie wtedy zacząłem się zastanawiać – a co by było gdybym wybrał inną? Jak bardzo odmiennie potoczyłoby się moje, nasze życie? Czy byłbym teraz tutaj w Nowej Zelandii? Czy miałbym syna? A może córkę?
Ostatnio któś mnie natchnął na podobne rozważania o przeszłości, o tych wszystkich wyborach jakich dokonalismy i wciąż dokonujemy. Ech, jakże wielu z nich przyjdzie nam żałować… lecz gdybyśmy znali wszystkie konsekwencje naszych czynów, nie wiem czy zdołalibyśmy podjąć jakiekolwiek decyzje.

Mongrel Mob, który wyewoluował z pierwszej kategorii – gangu czysto maoryskiego. Początek ich działalności przypominał trochę afroamerykańskie Czarne Pantery: w teorii mieli walczyć o prawa rodowitych mieszkańców, w praktyce szybko zeszło to na gigantyczne popijawy, prochy i zbiorowe gwałty. Obecnie próbują podreperować swój wizerunek (np. otwarli agencję legalnego zatrudnienia dla ludzi po odsiadce) i próbują się trzymać zdala od produkcji “P” (metaamfetaminy). Cechą charakterystyczną są tatuaże na twarzy (zwlascza u Maorysów) – u starszych może to być zazwyczaj pewna namiastka oryginalnego moko (rutualnego tatuażu wojownika), u młodszych (lub recydiwe)
głównie motywy wściekłego psa (lub napisy w stylu MMM – “Mighty Mongrel Mob).
które niechętnie widzi w swych szeregach pakeha (europejczyków). Podobnie jak poprzednik miał chronić prawa Maori, skończył szukając zaczepek z przeciwnikami. Jest dużo mniejszy i często jednak agresywniejszy, jego kolorami jest niebieski i czarny (w przeciwieńśtwie do czerwono-czarnego MM). Powiem szczerze że nie miałem za dużo “przyjemności” z tymi panami, choć kilku z nich nazywało mnie pier$%$#@ rasistą bo odmówiłem wpuszczenia ich po północy do sklepu. Przyganiał kocioł…