Jeśli zamierzacie się wybierać do Kiwilandii, jedną z podstawowych rzeczy jakie wiedzieć musicie jest tzw. Biosecurity czyli ochrona biologiczna. Ponieważ Nowa Zelandia jest wyspą i to dość odległą od innych lądów, jej ekosystem jest unikalny i przez to bardzo wrażliwy na zakłócenia. Ot weźmy na przykład fakt iż brak tu dużych drapieżników sprawił że dzikie psy i koty masakrowały rodzime gatunki, które do tej pory nie musiały się niczego obawiać.
W sferze mikrobiologii mogłoby być jeszcze gorzej – przywleczony przypadkiem pasażer na gapę – jakiś robak czy bakteria – który normalnie nie jest zbyt groźny mógłby rozpanoszyć się powodując niesamowite straty. Dlatego też przy wjeździe do kraju będziecie sprawdzani pod tym kątem. Co to oznacza w praktyce?
Przede wszystkim nie przywoźcie żadnego jedzenia, które nie zostało przetworzone: żadnych owoców, kiełbas, miodu czy konfitur. Wytrzyjcie buty i wszystko inne co miało kontakt z ziemią (np. namiot). I chyba najważniejsze: niczego żywego! Żadnych roślin (nawet sadzonki ulubionej paprotki cioci Lusi), żadnych zwierząt – o ile nie chcecie się liczyć z kwarantanną.
Nie próbujcie tez niczego podobnego przemycać – specjalnie szkolone pieski wyczują was na kilometr a kara za przywóz kawałka “Krakowskiej” może was pozbawić funduszy na pobyt (o ile was w ogóle wpuszczą).
Artykuł dodany do Kiwipedii