Jak wiecie z moją lubą jestesmy przy nadziei. Szczęście to niezmierne, oczywiście kupa strachu… i kłopotów. Oczywiście zdecydowaną większość niewygód musi znosić moja Lisa - brzuszek rośnie, niewygodnie, gorąco,puchną kostki… Ale i mnie się dostaje. Pośrednio…
Jeśli przeżyliście ciążę, wiecie że wszystkie te kawały o zachciankach są znacznie bliżej prawdy niż chcielibyście przyznać - pametam jak o 1-szej w nocy musiałem wsiadać w samochód i objeżdząć nocne sklepy by kupić mleko o smaku czekoladowym, konkretny rodzaj batonika i ściśle określony jogurt… Sprzedawca patrzył an mnie ze zrozumieniem… Albo jak to kiedyś na zakupach zachciało jej się kiełbaski z grilla (czasem stoją przed supermarketem i sprzedają takowe, pieniądze idą na cele charytatywne) - niestety akurat zamknęli nam niemal przed nosem. Plan B - ponoć w pobliżu są jakieś “wyjątkowe” hamburgery które całą sytuację uratują - niestety również (tym razem czasowo) zamknięte… Moja pani więc oznajmia uroczyście, że wytrzyma do jutrzejszego śniadania (a było dopiero około 15-tej), bo na nic innego nie ma ochoty. Nie, nic nie mogę poradzić. Nie, wszystko będzie w porządku, nie martw się Krzysiek. Nie, NAPRAWDĘ nie jest głodna. Absolutnie. Wytrzyma do rana. Godzinę później jednakże zmienia zdanie i znowu musimy lecieć z powrotem do owej knajpki… Ech…
Albo co to jest z tymi wszystkimi książkami ciążowymi? Czy naprawdę kobiety potrzebują do tego podręczników? W domu wala się z piętnaście książek w stylu “Co każda matka wiedzieć powinna” czy też “Jak nie przeczytasz tej książki zamiast dziecka urodzisz kalmara”. Osobiście polecam jedną - “Ciąża jest do dupy - poradnik dla facetów” (mówię serio- “Pregnancy sucks for men”). Wziąłem ją kilka razy do pracy… Ale na wypadek jakby okazała się zbyt straszna, miałem zawsze pod ręką horror S. Kinga na wszelki wypadek. Nic gorszego jak czytać przerażające książki w środku nocy.
Pożyczyliśmy ostatnio niezłą komedię ciążową - “Knocked up” (po polsku to chyba byłoby “Wpadka”), o dziewczynie z ambicjami która zachodzi w ciążę zupełnym przypadkiem (znaczy wiatropylna to ona nie była) śpiąc z przypadkowym gościem poznanym w klubie. Ona - ładna, początek kariery w telewizji, plany na przyszłość; on - luzak wiecznie na trawie, zakłada z kumplami stronę z informacjami w jakim filmie i w której minucie znana aktorka pokazała cycki. Polecam gorąco. Film znaczy.
heh.. wracaja wspomnienia minionego roku

Ja mialam jedna uporczywie wracajaca zachcianke na..whisky. I nie mam pojecia czemu bo za nia nie przepadam a w ciazy od samego powachania dostawalam slinotoku. Ale zachcianki to nic zobaczysz co sie bedzie dzialo jak dziecko juz jest tuz-tuz. Jak Ida sie urodzila (tydzien po terminie) to juz bylam niezle zdesperowana
… i jak piszesz o tym to naprawdę zaczynam się zastanawiać o swoje zdrowie psychiczne jak moja też będzie przy nadziei